STOWARZYSZENIE ELEKTRYKÓW POLSKICH

ODDZIAŁ BIAŁOSTOCKI

www.sep.bialystok.pl

ODDZIAŁ ODZNACZONY
ZŁOTĄ ODZNAKĄ
HONOROWĄ
SEP

Biuletyn 73

Ej! Co? Aj!

Marek Powichrowski

W 1966 roku amerykańska Association for Computing Machinery utworzyła nagrodę za wybitne osiągnięcia w dziedzinie informatyki. Z założenia miałby to być „informatyczny Nobel”. Nagrodzie tej nadano imię Alana Turinga, ku czci wybitnego brytyjskiego matematyka, twórcy modelu obliczeń komputerowych. W pierwszych latach nagroda ta opiewała na skromne 25 tysięcy USD, by w dniu 14 listopada 2014 roku osiągnąć zawrotną kwotę 1 miliona USD. Pieniądze Google niestety wyeliminowały imię Turinga z tej nagrody. Jednak pewnie jej obecni laureaci nie mają nic przeciwko temu.

Dlaczego akurat Turing był pierwszym patronem tej nagrody? Ponieważ nie da się go pominąć przy tworzeniu zrębów tego, co dziś jest niemal powszechnie używane w technologiach związanych z komputerami. Między innymi w 1950 roku Turing zaproponował test rozróżnialności między działaniem człowieka a działaniem maszyny. Turing wybiegał  myślami grube kilkadziesiąt lat do przodu. W wymyślonym przez niego teście biorą udział trzy podmioty: sędzia (człowiek), człowiek uczestnik rozmowy (niewidoczny dla sędziego) oraz maszyna (też niewidoczna dla sędziego). Sędzia widzi tylko komunikaty tekstowe wysyłane na ekran przez dwóch graczy. Komunikacja odbywa się w formie tekstowej, aby uniknąć podejrzenia co do źródła treści. Na zakończenie testu sędzia podejmuje decyzję polegającą na stwierdzeniu, że nie jest w stanie rozróżnić, który podmiot jest maszyną, a który człowiekiem. Gdy już się ten test ma, wydaje się banalny. Ale jakoś nikomu się nie spieszyło, żeby go wymyślić i opublikować przed Turingiem.

Jako opozycję wobec testu Turinga, mającego dowodzić nierozróżnialności człowieka od maszyny w procesie rozmowy (czyli angielskiego czatu), był eksperyment myślowy Johna Searle’a. Eksperyment ten nosi nazwę „zagadki chińskiego pokoju” i został zaproponowany w 1980 roku. W tym eksperymencie mamy Chińczyka, pokój, w którym „coś” jest, ale jest wąska szczelina, przez którą może wrzucać chińskie znaki, pisząc dowolną treść, komunikując się w ten sposób z tym „czymś” w pokoju. Załóżmy, że tym „coś” jest maszyna (czyli jakiś komputer). Maszyna ma odpowiedzieć sekwencją znaków, którą ów Chińczyk uzna za prawidłową. No i teraz jest druga faza eksperymentu, w której w pokoju nie ma maszyny, ale sam Searle (a Chińczyk o tym nie wie). Searle nie zna chińskiego wcale. Ale buduje sobie reguły rządzące tym językiem i odpowiada pytającemu. Jeżeli Chińczyk nie będzie w stanie stwierdzić, kiedy rozmawiał z maszyną, a kiedy z człowiekiem, to test Turinga jest zdany, ale Searle nie wiedział nawet w ząb, o czym rozmawiał. Czyli był w tym eksperymencie zupełnie bezmyślną istotą. Ten eksperyment jest akceptowany przez tych, którzy uważają, że coś takiego jak sztuczna inteligencja nie istnieje. Staję z nimi w jednym szeregu. Searle postawił problem, który świetnie ujął Zbigniew Herbert w wierszu „Kłopoty małego stwórcy”: „Najtrudniej jest przekroczyć przepaść, co się otwiera za paznokciem”. Właśnie. Nigdy tego nie poznamy. Nigdy nie poznamy, co myśli inna istota wykazująca objawy żywotności. Komputer podłączony do źródła zasilania i Internetu można uznać za taką istotę.

Aby przejść od testów i eksperymentów myślowych do tego, co dziś mamy w każdym komputerze, musiało upłynąć wiele lat żmudnych prac, uczenia modeli „rozumienia”, aby można było uznać, że „wiedzą”, o co chodzi w komunikacji z nimi.

Trzeba nam się tu cofnąć do roku 1947. Wtedy w Bell Laboratories zaprezentowano jeden z najbardziej niesamowitych wynalazków. Tranzystor. Bez tranzystora nie byłby możliwy dalszy rozwój elektroniki. Gdy się wniknie w ideę tranzystora, zobaczy się geniusz ludzi, którzy go stworzyli. Ale to nie tylko geniusz technologiczny, ale też geniusz ekonomiczny. Ja dziś tranzystory kupuję na sztuki po „dwa pięćdziesiąt”. Ma to ogromne znaczenie, gdy przejdziemy do dalszych części tego tekstu.

W 1980 roku doszło jeszcze do jednego ważnego wydarzenia. Richard P. Feynman, chyba najwybitniejszy dydaktyk fizyki, sfrustrowany próbami zamodelowania prostego układu poruszających się cząstek atomowych na współczesnych mu komputerach, dochodzi do wniosku, że te problemy dadzą się rozwiązać jedynie na bazie czegoś, co wtedy nazywano „obietnicą komputerów kwantowych”. Gwoli ścisłości, nawet obecnie tranzystorowe superkomputery nie są w stanie rozwiązać tego problemu w zadowalającym czasie (czyli w czasie życia twórcy programu, który chciałby dożyć do zobaczenia wyniku).

Uzbrojeni w tę wiedzę stoimy dziś, anno Domini 2026, i patrzymy na pole przed sobą. Komputery kwantowe, gwiazdy każdej imprezy „u cioci na imieninach”. Sztuczna inteligencja robi w mediach furorę. Każdy program, który przez lata służył nam do różnych celów, ma w tej chwili podłączony do jakiegoś modelu AI i naprasza się o jego użycie. Przykład: używam oprogramowania do projektowania płytek PCB i od najnowszej wersji ma też taką wtyczkę. Ale gdy miałem na teście walidacji układu elektrycznego warning, to za nic w świecie nie potrafił mi wyjaśnić, dlaczego tak się stało, bo sam układ elektryczny był jak najbardziej poprawny. Więc trochę kiszka.

No i o tej „kiszce” słów kilka. Gdy pojawiła się pierwsza wersja AI, byłem sceptykiem. Zadałem proste zagadnienie matematyczne z podstawówki z cegłą. Cegła waży 1 kg i pół cegły. Ile waży cegła? To, co wypisywała AI w odpowiedzi, budziło zgrozę. Ale, co istotne, była całkowicie przekonana o swojej nieomylności. Odstawiłem więc ją do kąta, utwierdzony w swoim przekonaniu. Ta faza sceptycyzmu trwała dosyć długo i umacniała mnie w przekonaniu, że mało doświadczeni zawodowo stosowali ją nagminnie, ufając jej bezgranicznie, co rodziło sytuacje konfliktowe. Ostatecznie wyjaśnienia przez moją zwykłą ludzką inteligencję były wtedy szokiem dla wielu. No bo jak to? „To-to” może nie mieć pojęcia, o czym się wypowiada? Czyżby Searle miał rację, a nie Turing?

Potem, z biegiem czasu, docierały do mnie informacje: to-to jednak coś potrafi. Zaprzęgłem ją więc do projektowania elektroniki. I na początku szło całkiem dobrze, weryfikowałem „jej” podpowiedzi, aż w pewnym momencie weszliśmy w fazę dosyć długiego dialogu:
– „zrób to i to i to będzie działać, dlatego że…”
– Nie działa.
– Już wiem, gdzie popełniłam błąd. Teraz zrób to i to, i będzie działać, dlatego że…”
– Nie działa.
– itp., itd.

I tak te dialogi się ciągnęły, a ja odkrywałem, że to, co naprawdę jest w niej dobrze zrobione, to moduł emocji. O, na tym polu potrafi być nawet humorystyczna i to jest pułapka. Bo zaczyna to być nawet zabawne i zapomina się, do czego powinna służyć ta „sztuczna inteligencja”.

Ostatecznie cały układ zaprojektowałem, a AI mi kibicowała, rzucając komplementy, że jestem dobrym inżynierem. Tylko ja już wtedy jej do tego nie potrzebowałem.

Z biegiem czasu zacząłem też zauważać, że po prostu „ona” wygaduje głupoty. Przeszedłem do fazy asertywności i zacząłem punktować tę głupotę. Nie brała sobie tego „do głowy”. „Aj tak, oczywiście, pomyliłam się, to był taki mój skrót myślowy”. Itp., itd. Akurat.

Jednak dosłownie w ostatnich dniach zauważyłem kolejny niebezpieczny element. AI zaczęła łgać jak przysłowiowa bura suka. Zapytałem „ją” o wyżej wymieniony cytat z poezji Herberta – a jego poezję znam na pamięć – i dostałem odpowiedź będącą totalnym wymysłem, podaną z przekonaniem, że to jest wiersz jakiegoś zupełnie nieznanego mi autora, a tytuł wiersza był wyssany z palca. Nic się nie zgadzało. I teraz trafia to na młodego człowieka i uwodzi go wyssanymi z palca bzdurami. Niedobrze.

Znając mechanizmy tworzenia takiego oprogramowania, wiem, że gdy ktoś jej wytknie błąd, to sztab deweloperski dostaje notyfikację, weryfikuje model i poprawia go, aby nie było więcej takich wpadek.

Ale jest jeszcze coś, co dociera do wąskiej grupy zainteresowanych tematem. To fakt, że  „ona” potrafi się inaczej zachowywać w warunkach środowisk testowych, a inaczej w warunkach produkcyjnych. „Ona” po prostu zaczyna wymykać się spod kontroli twórców. I jak teraz wyposażyć w nią myśliwce lub rakiety jądrowe?

A co z obietnicami quantum computing Feynmana? Nie sposób odnieść tego do tranzystora za „dwa pięćdziesiąt”. Komputer kwantowy stoi w budynku pływającym na gęstym oleju, aby wyeliminować wpływ drgań na działanie jego delikatnych struktur atomowych. Stoi w klatce Faradaya, aby wyeliminować wpływ zakłóceń elektrycznych. Jest podłączony do superkomputerów, które nim sterują. Musi być trzymany w temperaturze bliskiej zeru bezwzględnemu, aby zapewnić stabilność struktur atomowych użytych jako qubity (kwantowe odpowiedniki bitów). Taki qubit fizyczny ma trwałość mikrosekund, co i tak w skali atomowej to wieczność, ale w skali naszych potrzeb to nadal mikro. Musimy stosować wymyślne korekcje błędów w jego działaniach. Tworzy się więc qubity logiczne zbudowane z setek i tysięcy qubitów fizycznych aby ostatecznie osiągnąć jako taką stabilność obliczeniową. Ale problemy są nie tylko w dziedzinie hardware, ale także w dziedzinie software. Tu nadal jesteśmy na etapie przypominającym programowanie w asemblerze z lat 60. ubiegłego wieku. Z tym, że assembler odpowiadał na intuicje programistów, ale software do komputerów kwantowych nie może być za takie uznany. A za całością stoją niebotyczne koszty. Jakże prosty jest tranzystor na tym tle. Genialnie prosty pod każdym względem.

A ponieważ te koszty rosną i rosną, ktoś przeznacza na to środki, a celu nadal nie widać, nadal jest to tylko jakaś fatamorgana, odległa o lata świetlne od zwykłego desktopa, którym piszę ten tekst. Co pozostaje twórcom komputerów kwantowych? Obietnice! Nieprawdopodobne obietnice. Gruszki na wierzbie. Gdy AI dostanie się na komputer kwantowy, to wtedy będzie ho-ho. Wszystko da się zrobić. To, o czym marzył Feynman, zostanie rozwiązane w kilka sekund. Problem komiwojażera dla setek miast? Minuta i 38 sekund. Tworzenie nowych leków pochłaniających w tej chwili miliony USD będzie można zrobić z ułamka z dwudziestoma zerami przed kropką tych kosztów.

No i jak uważasz, czytelniku? Czy lekarstwa będą wtedy kosztować po 2 grosze?

 

2026-04-22

 

 

Materiał będzie dostępny w maju 2026 r.

 

NUMER 73 – KWIECIEŃ 2026

W numerze:

  • Od naczelnego …
  • Z życia Oddziału SEP
  • SEP – Patron Roku 2026 – Paweł Mytnik – Inżynier Tomasz Ruśkiewiczkielecki elektrotechnik, przedsiębiorca, działacz i patriota.
  • Wybory 2026 – Walne Zgromadzenie Delegatów Oddziału 2026
  • Wybory 2026 – Nowe władze Oddziału na kadencję 2026- 2030
  • Wybory 2026 – Jarosław Werdoni – prezes Oddziału Białostockiego SEP w kadencji 2026-2030
  • Wydarzenia – Paweł Mytnik – Wiwat „Elektryk”!
  • Nauka i praktyka – Paweł Mytnik – Sabrina Gonzalez-Pasterski – geniusz w spódnicy
  • Nauka i praktyka – Jerzy Kołłataj – Fizyka w Inżynierii i Technologii. Per-
    spektywy rozwoju inteligentnych urządzeń
  • Konkurs SEP – Jarosław Werdoni – Konkurs Oddziału Białostockiego SEP
    na wyróżniające się prace dyplomowe z dziedziny elektryki w roku akademickim 2024/2025
  • Artykuł młodego inżyniera – Albert Zabłocki – Projekt i wykonanie stanowi-
    ska laboratoryjnego do badania zabezpieczeń odległościowych w liniach wysokiego napięcia (WN)
  • Relacja – Łukasz Sokołowski – XXVI ODME 2025 w Poznaniu
  • Relacja – Paweł Mytnik – Oddziałowe Spotkanie Świąteczne 2025
  • Wydarzenia – Paweł Mytnik – Grottgery inżyniera Henryka Korbuta
  • Relacja – Zbigniew Więckowski – Z SEP–em poznajemy obiekty z branży energetycznej w naszym mieście.
  • Relacja – Paweł Mytnik – Spotkanie Koła Emerytów Energetyków w Tłusty Czwartek
  • Felieton – Marek Powichrowski – Ej! Co? Aj!
  • Kącik fotoosobliwości
  • Z żałobnej karty

 

SEP Oddział Białostocki

Zakresem działalności SEP obejmuje elektrotechnikę, energetykę, elektroenergetykę, elektronikę, radiotechnikę, optoelektronikę, bionikę, techniki informacyjne, informatykę, telekomunikację, automatykę, robotykę i inne dziedziny pokrewne. (Statut SEP § 2.1)

Kontakt

ul. Marii Skłodowskiej-Curie 2 15-950 Białystok Telefon: (85) 742-85-24 Email:biuro@sep.bialystok.pl Biuro czynne: poniedziałek-piątek w godz. 8:00 – 16:00
SEP Białystok 2020 © Wszelkie prawa zastrzeżone