Biuletyn 74
Milion woltów
Marek Powichrowski
Via Alessandro Volta 30 a Palermo. Wąska, ślepa uliczka biegnąca w stronę portu. Idę o zakład, że w świecie postępującej głupoty wynikającej z niedou-czenia mało kto będzie wiedział, co znaczy ta nazwa ulicy. Aż strach pomy-śleć, gdyby taką sondę uliczną przeprowadzić na tej uliczce i usłyszeć coś, co skaleczy uszy każdego – bez wyjątku – inżyniera lub technika. Nieważne, z ja-kiej branży. Na Google Maps na tej ulicy można zobaczyć budynek o nazwie Ex centrale elettrica Palermo a carbone. Nie trzeba znać języka włoskiego, aby zrozumieć, że chodzi o budynek byłej centralnej elektrowni w Palermo. Węglowej, bo sam budynek mieścił się dwa rzuty beretem od portu, co mini-malizowało koszty dostawy paliwa do tej elektrowni.
Dziś ten budynek w większej części straszy upiorną elewacją i brakiem dachu, ponieważ przeprowadzono na nim skomplikowaną i perfekcyjnie wykonaną akcję wyburzenia trzech wielkich kominów. To jak mogły się za nią zachować inne budynki ? Zważywszy na ciasną zabudowę, był to majstersztyk inżynierski. Bo można też być inżynierem w chirurgicznym niszczeniu. Architekci miejscy stopniowo zamieniają to miejsce w centrum turystyczno-kulturalne, starając się zachować elementy dawnej zabudowy przemysłowej.
Wróćmy jednak do ulicy. Jeśli jesteśmy w Italii i mamy w niej elektrownię, to na jakiej ulicy mogła być umiejscowiona? Tylko na Via Alessandro Volta. Teraz jest tam hostel. Zamiast pomruku ciągle pracujących turbin, zapachów technicznej pary i gwizdów lokomotyw dowożących węgiel na hałdę w porcie słychać tu wielojęzyczny gwar turystów.
Dziś nie ma już tam ciągłej industrialnej atmosfery węgla i stali. Ten czas bezpowrotnie minął. Skoro prąd nie płynie z elektrowni węglowej, to z jakiej? Płynie z elektrowni gazowej ulokowanej niedaleko Palermo oraz z różnych źródeł OZE (wiatru i słońca na Sycylii nie brakuje). Kablem podmorskim może też płynąć z kontynentalnej części Włoch (może też wpłynąć w drugą stronę; zależy od tego, gdzie jest nadwyżka energii). A elektrownie jądrowe? Przecież Włochy były kiedyś liderem w technice jądrowej. Co się stało? Obywatele w referendum odrzucili budowę tych elektrowni. Odrzucili, i to dwa razy: raz po Czarnobylu, drugi po Fukushimie. Co ciekawe, w tym czasie Francuzi budowali je na potęgę, ale innych… „przekonywali”, że to niebezpieczne technologie. Tak było także w Polsce po roku 1980. Frankofilscy wpływowi politycy byli siłą napędową referendum przeciwko elektrowni w Żarnowcu w tamtych czasach. I ciemność, jaka zapadła, trwa do dziś.
A co dziś się dzieje przy Via Alessandro Volta 30? Gdzieś obok słychać głośne karaoke, błyskają światła dyskoteki, głośniki niosą dźwięki muzyki w morze, pizzerie podają gorące porcje pizzy upieczone w elektrycznych piecach. Właśnie. Nic z tego by nie było, gdyby nie tacy ludzie jak Alessandro Volta. Ktoś sobie wyobraża karaoke bez solidnego wzmacniacza dźwięku albo szybko upieczoną pizzę bez ciągłego zapachu dymu w powietrzu? A jak oświetlić taki duży teren lampami naftowymi przy silnej, nocnej bryzie od morza? Na dodatek takimi, które migotałyby w rytmie muzyki, a kolory zmieniałyby się wraz z częstotliwością dźwięku? Jak schłodzić wino w temperaturze włoskiego, gorącego wieczoru? No jak?…
—
Budzi mnie deszcz coraz mocniej bębniący w dach i szyby. Tu, gdzie spędzam letnie miesiące, jest tak ciemno w nocy, że nie widzę własnej ręki (poza okresem pełni Księżyca, gdy niebo jest bezchmurne). Sięgam po latarkę. Jest około drugiej w nocy. Wiatr się nasila. Gdzieś w oddali słychać przybliżające się grzmoty. Oho, idzie Pani Burza, Pani Wielkiej Elektrycznej Mocy. Gdy mieszkasz w mieście, gdy zbliża się burza, śpisz sobie spokojnie; ewentualnie, przebudzony, przewracasz się na drugi bok. Poza miastem nie ma lekko. Z szacunkiem, bo może się skończyć źle. Po pierwsze, sprawdzam, czy wszystkie okna zostały zamknięte. I czekam na to, co może się wydarzyć.
—
Nic tak nie prostuje charakteru jak przeżycie potężnej burzy. Nic nie zostaje z pychy, jaką ma człowiek, któremu wydaje się, że poddał pod swoją władzę cały świat. Tak mu się wydaje. U mnie tu bywa burza, którą nazywam „bałkańską”, bo nadchodzi na nas prosto z Bałkanów, znad Morza Śródziemnego. Z portali mapy chmur burzowych zawsze wynika, że nie będzie lekko. Gdy wał burzowy przychodzi, a przychodzi zwykle w nocy, jest potężny i drzewa gną się w pas. Mam w ogrodzie lampy solarne, które około pierwszej, drugiej w nocy są już ciemne. Ale po kilku błyskawicach z takiej burzy w kilka sekund świecą jak naładowane przez cały dzień słoneczny. Jest nieokiełznana moc. Innym razem błyska tak mocno, że zdarzało się, że zasłoniliśmy okna, żeby nie naświetlić oczu jak przy spawaniu.
I pomyślmy sobie, że Wielka Pani Elektryczność istniała na Ziemi od zarania jej dziejów. I trzeba było odwagi takich ludzi jak Franklin, Faraday, Ampèr i Volta, aby można było dziś korzystać z jej ujarzmionych dobrodziejstw. Ale można z niej korzystać również dlatego, że za jej utrzymanie odpowiadają bezimienne brygady ludzi, którzy przywracają ją do życia po przejściu huraganów, gdy gorąca kawa, jajecznica czy ciepła woda w kranie są już tylko marzeniem. Zegarek (na baterię! Dzięki, panie Volta) jest najczęściej oglądanym urządzeniem, gdy czeka się na nadejście godziny, którą serwis 991 podaje jako moment przywrócenia zasilania w twojej okolicy. Jako koszmar odrzucamy wówczas czarne myśli, że napięcie w gniazdku już nigdy nie wróci…
Wróćmy do Alessandro Volta. Wikipedia podaje, że do piątego roku życia był uważany za upośledzonego, ponieważ wcale nie mówił. Gdy zaczął mówić, okazało się, że jest nieprzeciętnie uzdolniony. Był fizykiem i chemikiem. Wynalazł wiele urządzeń i odkrył wiele zjawisk w chemii. Człowiek, nawet ten genialny, potrzebuje kontaktu z innymi, aby ktoś mógł go pochwalić za to, co robi, i krytycznie zweryfikować jego działania. Proces twórczy bywa bolesny; jest mnóstwo przeszkód po drodze. Nieznane nie daje się łatwo okiełznać, wręcz rzuca kłody pod nogi i tylko najbardziej wytrwali dochodzą do celu.
Errare humanum est. Znają to programiści w swojej praktyce. Stosują oni praktykę zwaną code review, w której czyjąś pracę weryfikuje kilku innych programistów. Znają oni również technikę zwaną „powiedz to żółtej kaczuszce”. Stąd też na biurkach programistów można zobaczyć właśnie żółte gumowe kaczuszki. Jaka jest ich rola? Ona służy jako cierpliwy słuchacz. Programista, gdy ma problem, stara się opowiedzieć o nim na głos – głośno i wyraźnie – na czym polega jego problem, starając się wyrazić to jak najprościej, tak aby żółta kaczuszka dobrze to „zrozumiała”. Jak to działa? Programista włącza recepcję słuchową i w pewnym momencie zaczyna sam do siebie mówić: „O rzesz, żółta kaczuszko, co ja właściwie robię? To bez sensu. Błąd jest tu i tu.”
Volta, aby zrobić sobie „code review”, musiał napisać list do jakiegoś innego fizyka lub chemika. List zwrotny mógł dotrzeć z powrotem za co najmniej miesiąc. Czy w tym czasie mówił sam do siebie, nieświadomie używając „żółtej kaczuszki”? Może chodził po parku, mówiąc sam do siebie, aż ludzie się za nim oglądali i kreślili kółko na czole. Tego nie wiemy i się nie dowiemy. Wiemy, że skutecznie tworzył wynalazki i odkrywał nieznane. I tu, jako praktyk żółtych kaczuszek, chylę czoła, panie Alessandro.
Dziś bez kondensatora, no i bez woltomierza (tak, tak, panie Volta!) nie będzie pracował żaden technik elektryk ani elektronik. Jak wyobrazić sobie telefon komórkowy bez baterii? Każde urządzenie elektryczne ma tabliczkę znamionową, na której jest litera V przy napięciu, i mimo że nie jest to napisane, to i tak, czytając ją, mówimy „ileś tam woltów”. Mało kto w tym momencie kojarzy, że zawdzięczamy to właśnie Alessandro Volcie. Ze wszystkich jednostek miar wolt jest na drugim miejscu – po metrze – pod względem częstotliwości użycia w języku potocznym. Każde urządzenie mobilne korzysta z jego wynalazku (także zegarek elektroniczny). Jako praktykujący inżynier zdejmuję czapkę z głowy przed panem, panie Alessandro.
A teraz ciekawostka. Żółtej kaczuszce była nawet poświęcona książka, która promowała tę praktykę i myślę, że stała się popularna nie tylko w społeczności programistów, ale także wśród wszystkich inżynierów i techników zmagających się z problemami w projektowaniu i utrzymaniu w ruchu urządzeń.
Żółta gumowa kaczuszka stała się sławna jeszcze z jednego powodu. W 1992 roku doszło do katastrofy morskiej. Z kontenerowca Ever Laurer, płynącego z Hongkongu do USA, zmyło do oceanu 29 tysięcy gumowych zabawek, w tym głównie żółtych kaczuszek. Kaczuszki te nadal pływają po oceanie, niesione losowo prądami morskimi, raz tu, raz tam.
Można sobie wyobrazić surrealistyczną scenę z filmu o Yellow Submarine, gdzie marynarz wynurzający peryskop natrafia na stado takich dryfujących kaczuszek wlepiających się bezmyślnie w oko peryskopu.
Były nawet badania oceanografów śledzących ich ruchy, ale były one oparte wyłącznie na raportach ludzi, którzy widzieli je gdzieś na morzu, co pozwalało oceanografom śledzić ruchy prądów oceanicznych. Raportowali oni czas i miejsce, w których napotkali takie stado kaczuszek (a nawet pojedyncze sztuki). Informowali o tym jakieś centrum, a ci nanosili to mozolnie na mapy. Wiarygodność takich badań musi jednak budzić poważne wątpliwości.
Dziś można by było przeprowadzić bardziej dokładny eksperyment, gdyby zbudować taką flotyllę żółtych kaczuszek wyposażoną w nadajniki GPS, pozwalające precyzyjnie określić położenie każdej z nich. I wtedy byłaby to faktycznie niezwykle dokładna mapa prądów oceanicznych.
Gdyby ktoś taki eksperyment przeprowadził, to musiałyby być one oczywiście wyposażone w samoładujący się akumulator ze znamionową tabliczką, na której przy wartości napięcia widniałaby duża litera V.
2026-08-30
NUMER 74 – WRZESIEŃ 2026
- Od naczelnego…
- Z życia Oddziału SEP
- Wydarzenia – Paweł Mytnik – Relacja z XLI WZD SEP we Wrocławiu
- Wydarzenia – Paweł Mytnik – Inżynierskie Środy w NOT w Białymstoku wsparte przez Oddział Białostocki SEP
- Z historii Oddziału – Paweł Mytnik – Działo się w pięciolatce 2021-2026
- Z historii elektryki – Paweł Mytnik – SONY przestaje być liderem w konstrukcji telewizorów
- Artykuł młodego inżyniera – Dominik Wilczyński – Realizacja systemu lokalizacji obiektów za pomocą metod opartych na pomiarach RSSI
- ELSEP 2026 – Krzysztof Woliński – Relacja z seminarium ELSEP 2026
- Relacja – Ryszard Zelkowski – Emeryci energetycy SEP w Centrum Historii Politechniki Białostockiej im. inż. Mirosława Bujanowskiego
- Relacja – Paweł Mytnik – Obchody Międzynarodowego Dnia Elektryka 2026 w Oddziale Białostockim SEP
- Felieton – Marek Powichrowski – Milion woltów
- Fotoosobliwości

